
La Liste: Everything or Nothing recenzja. Czy to jeszcze sport, czy już czyste szaleństwo?
Oglądając La Liste: Everything or Nothing, trudno oprzeć się wrażeniu, że to już nie jest zwykły film o narciarstwie, tylko wejście w świat, w którym margines błędu praktycznie nie istnieje. Jeśli ktoś widział pierwszą część, dobrze wie, że Jérémie Heitz i Sam Anthamatten od dawna przesuwają granice tego, co wydaje się możliwe. Tym razem skala robi jeszcze większe wrażenie, bo akcja przenosi się z alpejskich czterotysięczników na ściany w Peru i Pakistanie, gdzie wysokość przekracza sześć tysięcy metrów.
Nie chodzi już wyłącznie o stromy zjazd. W takich miejscach każdy ruch oznacza walkę o oddech, koncentrację i pełną kontrolę nad ciałem. Szczególnie mocno widać to podczas zjazdu z Laila Peak, który od lat uchodzi za jeden z najbardziej charakterystycznych i wymagających szczytów w Karakorum.

Ujęcia, które dają poczucie obecności
Od strony technicznej ten film robi naprawdę duże wrażenie. Ujęcia w 8K i dobrze poprowadzona praca dronów sprawiają, że widz momentami ma wrażenie, jakby stał kilka metrów od głównych bohaterów. Kamera nie ogranicza się do roli obserwatora, tylko prowadzi nas prosto przez środek akcji.
Dzięki temu jeszcze mocniej czuć prędkość, ekspozycję i skalę terenu, po którym poruszają się Heitz i Sam. Widać też, jak bardzo przez ostatnie lata rozwinęła się technika jazdy i sam sprzęt. To, co jeszcze niedawno wydawało się czymś kompletnie niewyobrażalnym, dziś zaczyna być realnym kierunkiem rozwoju narciarstwa ekstremalnego.
Moment, który wywołał najwięcej pytań
Wokół filmu pojawiło się sporo dyskusji po tragicznym upadku fotografa ekipy, Mika. Część dziennikarzy zarzucała twórcom, że nie przerwali pracy nad filmem i włączyli ten moment do narracji.
Tę krytykę można zrozumieć, ale właśnie dzięki temu fragmentowi film przestaje być wyłącznie widowiskiem. W górach wysokich nie ma miejsca na wygodny filtr. Ryzyko nie znika tylko dlatego, że trwa nagranie. Takie sytuacje brutalnie przypominają, jak wysoka potrafi być cena realizacji projektu w ekstremalnie trudnym terenie.
Film o zjazdach, ale też o konsekwencjach
Najważniejsze jest jednak to, że bardziej osobiste fragmenty filmu nie sprawiają wrażenia grania pod emocje. Widać napięcie, zmęczenie i ciężar całej sytuacji. Pokazanie procesu powrotu do zdrowia nadaje tej historii dodatkowy wymiar.
Dzięki temu nie ogląda się wyłącznie kolejnych imponujących linii w śniegu. To także opowieść o ludziach, którzy mimo strachu wracają w góry, bo właśnie tam odnajdują sens własnych wyborów.
Czy taki poziom ryzyka ma jeszcze sens?
Właśnie w tym miejscu recenzja La Liste Everything or Nothing staje się czymś więcej niż zwykłym opisem filmu. Obraz naturalnie prowokuje pytanie, gdzie kończy się sport, a zaczyna świadome wchodzenie w strefę skrajnego ryzyka.
Dla bohaterów odpowiedź wydaje się prosta. Dla większości widzów będzie to raczej mieszanka podziwu i niedowierzania. Jeśli ktoś szuka mocnej produkcji o narciarstwie wysokogórskim, która poza emocjami zostawia również kilka trudnych pytań, ten tytuł zdecydowanie warto zobaczyć.


