/ GÓRY

Pies ze śmietnika dotarł do Bazy Everestu! Niezwykła historia

// 5 MIN_

Opowieść o pierwszym psie pod Mount Everest jest inna niż wszystkie historie o himalaizmie. Rupee nigdy nie stanął na szczycie ani nie wbił flagi w śnieg na wysokości 8848 metrów. A jednak dla psa, którego los został przesądzony na wysypisku śmieci, ta podróż była czymś znacznie więcej. Stała się zdobyciem jego osobistego Everestu.

Od progu śmierci w serce Himalajów

Historia Rupee, podobnie jak niezliczonych bezdomnych stworzeń w krajach rozwijających się, ma tragiczne początki. Na wysypisku śmieci w indyjskim mieście Leh ośmiomiesięczny, skrajnie odwodniony i wygłodzony kundelek powoli gasł w samotności.

Wydawało się, że nie ma już dla niego ratunku. Wszystko zmieniło się, gdy jego drogę przecięła Joanne Lefson – była golfistka z RPA i niestrudzona działaczka prozwierzęca, która właśnie zwiedzała Himalaje. Wiedziała jedno: po prostu nie może zostawić go na pewną śmierć.

Postanowiła działać. Zaczęła od karmienia psa lekkostrawną dietą z ryżu i jajek, stopniowo wprowadzając bardziej kaloryczne produkty. Rupee, choć początkowo słaby, z każdym dniem odzyskiwał siły, pokazując niezwykłą wolę życia.

Działania Joanne nie były przypadkowe. Już wcześniej podróżowała po świecie z innym uratowanym psem, Oscarem, by promować adopcję bezdomnych zwierząt. Niestety, Oscar zginął w wypadku, co tylko wzmocniło jej determinację. W małym Rupee zobaczyła szansę na kontynuowanie tej ważnej misji.

Rupee, pierwszy pies pod Mount Everest, udowadnia, że los bezdomnego zwierzęcia można odmienić spektakularnym osiągnięciem, docierając do bazy pod najwyższą górą świata. Źródło: abc.net.au.

Gdy tylko Rupee odzyskał pełnię sił, w głowie Joanne zakiełkowała śmiała myśl: a gdyby tak razem wyruszyć na wyprawę w stronę Mount Everestu? Pomysł, z pozoru szalony, wymagał jednak fachowej oceny. W końcu trekking na takich wysokościach to ogromne wyzwanie.

Na szczęście miejscowy weterynarz rozwiał wszelkie wątpliwości. Potwierdził, że kundelek, urodzony w rejonach górskich, ma naturalne predyspozycje do radzenia sobie z rozrzedzonym powietrzem i wydał niezbędne pozwolenia. To było zielone światło, którego potrzebowali.

Jeden mały krok dla psa, wielki skok dla psiego gatunku

Wyprawa do bazy na 5300 metrów to z pewnością nie przelewki. Każdy dzień oznaczał wielogodzinną walkę ze zmęczeniem i brakiem tchu w surowym, górskim krajobrazie. Joanne, dmuchając na zimne, zatrudniła nawet dodatkowego tragarza, który miał nieść Rupee, gdyby ten opadł z sił. Nie mogła się bardziej mylić.

Piesek zaskoczył wszystkich. Zamiast okazywać zmęczenie, czerpał z tej przygody czystą radość. Z energią bawił się w śniegu, wyprzedzał grupę i jak wspominała Joanne, często to on ciągnął ją do przodu, stając się nieformalnym liderem całej ekspedycji.

Co więcej, nie potrzebował żadnej pomocy, samodzielnie pokonując chyboczące mosty, zdradliwe ścieżki i omijając tereny zagrożone lawinami. Dla miłośników gór i zwierząt ten widok musiał być niezwykły.

Choć inne bezdomne psy często podążają za himalaistami, to właśnie osiągnięcie Rupee zostało oficjalnie udokumentowane jako pierwsze w historii przejście całej trasy do bazy przez czworonoga.

Gdy my szukamy szczytów, one po prostu idą za nami: ten jeden krok na 7000 metrów udowodnił, że nie ma limitów dla psa, którego jedynym celem jest być u twojego boku. Źródło: outsideonline.com.

Ta niezwykła historia, jak trafnie podsumowała to Joanne, była „jednym wielkim krokiem dla psiego gatunku”. Wyczyn ten otworzył jednak drzwi dla kolejnych niezwykłych psich himalaistów. Kilka lat później nieoficjalny rekord wysokości pobiła inna bezdomna suczka o imieniu Mera.

Jej przypadek jest być może jeszcze bardziej zdumiewający: po prostu dołączyła do ekipy wspinającej się na pobliski szczyt Baruntse i dotarła z nimi na niewiarygodną wysokość niemal 7000 metrów. Ta niezwykła mieszanka, prawdopodobnie mastifa tybetańskiego i owczarka himalajskiego, nie tylko przetrwała ekspedycję, ale i znalazła szczęśliwe zakończenie – została adoptowana przez kierownika bazy.

Podsumowując

Opowieść o Rupee to coś znacznie więcej niż tylko historia pobitego rekordu. Zarówno jego wyczyn, jak i późniejsza przygoda suczki Mery, niosą ze sobą potężne przesłanie, które Joanne Lefson chciała przekazać światu: w każdym porzuconym stworzeniu drzemie niezwykły potencjał.

Bez wątpienia udowodniła, że pies uratowany ze śmietnika, jeśli tylko dostanie drugą szansę, może dokonać rzeczy niemożliwych. Jest to najpiękniejszy dowód na to, że każde życie ma znaczenie.

Po powrocie do domu w RPA, niezwykła podróż Rupee stała się inspiracją dla książki i ponadczasowym symbolem nadziei dla milionów bezdomnych zwierząt na całym świecie.

Źródła: [1], [2], [3]

[ DODAJ_KOMENTARZ ]

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *