Cena szczytu. Prawdziwe życie himalaistów poza kadrem.
/ MENTAL

Życie himalaistów: sekrety, o których mało kto mówi

// 16 MIN_

Na zdjęciach widzisz szeroki uśmiech na tle ośmiotysięcznika, błękitne niebo i kolorowe puchówki. W tle kilka zdań o „spełnianiu marzeń” i „pasji silniejszej niż strach”. Brzmi pięknie. Tylko że życie himalaistów rzadko wygląda jak kadr z Instagrama. Częściej przypomina długie miesiące kombinowania, z czego zapłacić ratę kredytu, jak przeżyć w namiocie przy -25°C i co powiedzieć dzieciom, które pytają: „Tato, znowu wyjeżdżasz?”.

Ten tekst nie będzie laurką. Jeśli wyobrażasz sobie ich życie jako niekończącą się przygodę pełną zachwytu i podziwu tłumów, to spróbuję ten obraz trochę rozkruszyć. Pokażę ci kulisy: codzienność w bazie, problemy finansowe, napięcia w domach, a także sekrety, o których mówi się dopiero po cichu, w małych kręgach albo w gabinecie terapeuty.

Piszę do ciebie jak do kogoś, kto lubi góry, ale chce wiedzieć, jak to „naprawdę” działa. Przede wszystkim przyjrzymy się zwykłym dniom, które nie trafiają do relacji na żywo. Potem zejdziemy głębiej: strach, zmęczenie, decyzje, które decydują o tym, kto wraca, a kto zostaje w górach na zawsze.

Bo jeśli są jakieś prawdziwe sekrety himalaistów, to właśnie tam.

Nepalczyk Nima Renji Sherpa (18 lat) przeszedł do historii jako najmłodsza osoba, która skompletowała wszystkie 14 szczytów o wysokości powyżej 8000 m. Źródło: cbc.ca (14 Peaks Expedition/AFP/Getty Images).

Jak naprawdę wygląda życie himalaistów na co dzień?

Na zewnątrz widać tylko wyprawy. Tymczasem rzeczywistość górska to w ogromnej części czekanie, zarabianie, organizowanie i bardzo zwykła codzienność. Wysokość, śnieg, lodowiec to raptem krótki wycinek roku.

Codzienność w bazie pod ośmiotysięcznikiem

Baza brzmi dumnie: „Base Camp pod Everestem”, „baza pod K2”. Wyobraźnia dorzuca do tego klimat westernu: dzikie miejsce, kilku twardzieli, ognisko. Rzeczywistość? Małe miasteczko z namiotów, hałas generatorów, śmigłowców, kuchni polowych, rozmów i kaszlu, który słyszysz przez cienkie ściany.

Dzień w bazie wygląda najczęściej tak:

  • pobudka, która wcale nie jest spektakularna – ktoś schodzi z toalety, ktoś trzaśnie wejściem do namiotu, ktoś kaszle jak stary diesel,
  • mierzenie saturacji, łyk leków, rutynowe pytanie: „Jak się czujesz?”,
  • śniadanie, które nie ma nic wspólnego z „fit śniadankiem”: owsianka, jajecznica w wersji mocno instant, herbata z termosu,
  • rozmowy o pogodzie, prognozach, planie na dziś: wyjść wyżej, zostać, przenieść depozyty.

Większość czasu to… nic efektownego. Czytanie książek, słuchanie muzyki, przepakowywanie rzeczy, walka z nudą. Czasem ktoś daje prelekcję do kamery, bo sponsor czeka na „content z wyprawy”. Nie ma tu fajerwerków, ale właśnie ta monotonia potrafi zjeść psychikę. Ludzie nie po to jadą w Himalaje, żeby siedzieć tydzień w namiocie i gapić się w śnieg.

To jest godne uwagi, bo z zewnątrz widzimy głównie krótkie, ostre momenty: atak szczytowy, dramatyczne akcje ratunkowe. Tymczasem czy ktoś w ogóle dotrwa do ataku, często zależy od tego, jak radzi sobie z długim czekaniem, nudą i poczuciem, że „czas ucieka”.

Życie himalaistów poza sezonem wypraw

Potem jest powrót. W mediach – kilka wywiadów, artykuł, może książka. A w domu?

Tu zaczyna się druga, mniej efektowna część historii. Himalaista często wraca do zwykłej pracy: prowadzi firmę, pracuje jako przewodnik, instruktor wspinaczki, trener, czasem robi rzeczy kompletnie niezwiązane z górami. Potrzebuje stabilnych pieniędzy, ponieważ rachunki nie czekają, aż ktoś „przepracuje wyprawę w głowie”.

W międzyczasie:

  • pisze projekty do sponsorów,
  • przygotowuje prezentacje i prelekcje,
  • załatwia formalności, wizyty u lekarzy, rehabilitację.

Z zewnątrz widać jedną wyprawę. Od środka wygląda to tak, że przez resztę roku trzeba jakoś związać koniec z końcem i jednocześnie zorganizować następny wyjazd. I bez wątpienia nie jest to życie „od sukcesu do sukcesu”. Częściej „od faktury do faktury”.

Baza pod Everestem przyciąga rocznie aż 30 000 do 40 000 osób, z czego zdecydowaną większość stanowią turyści (trekkerzy), a nie alpiniści z pozwoleniem na atak szczytowy. Źródło: betifulworld.com/pl.

Sekrety himalaistów na dużych wysokościach

Gdy ktoś wpisuje w Google „sekrety himalaistów”, raczej nie chodzi mu o tabelkę z treningiem wydolnościowym. Chce wiedzieć: co oni tam jedzą, jak śpią, jak korzystają z toalety na stromym stoku, co robią, kiedy strach paraliżuje ich do szpiku kości.

Co jedzą himalaiści podczas wyprawy?

Dieta himalaisty nie przypomina kolorowych miseczek z Instagramu. Bez wątpienia bliżej jej do jadłospisu wiecznie spóźnionego studenta: zupki, makaron, ryż, liofilizaty, czekolada, batoniki, kabanosy. Chodzi o jedno: kalorie.

Problem w tym, że na wysokości apetyt potrafi zniknąć. Mdłości, ból głowy, zmęczenie sprawiają, że ostatnią rzeczą, o której marzysz, jest kolejna porcja jedzenia. A trzeba je w siebie wcisnąć, bo organizm zużywa energię w tempie ekspresowym.

Dlatego himalaiści mają swoje małe patenty:

  • ulubione słodycze z domu, które poprawiają nastrój,
  • słone przekąski, które pomagają uzupełniać elektrolity,
  • praktycznie ciągłe „podjadanie” zamiast jednego dużego posiłku.

Czasem opisują, jak wpychają w siebie kilka łyżek liofilizowanej potrawy, chociaż każdy kęs idzie niczym papier ścierny. To nie wygląda na romantyczną „kolację w górach”, lecz bardziej przypomina walkę z własnym żołądkiem.

Jak śpią himalaiści w strefie śmierci?

„Strefa śmierci” brzmi jak tytuł filmu, ale to konkretne określenie wysokości, na której ciało przestaje się regenerować. Organizm zużywa więcej, niż jest w stanie odbudować. Tam nikt nie śpi dobrze. Wszyscy tylko próbują „przymrużyć oko” na kilka godzin.

Namiot stoi często na wąskiej półce wykopanej w śniegu. Każdy podmuch wiatru przypomina o tym, że pod materacem jest stromy stok, a niżej – kilkaset metrów powietrza. Temperatura potrafi zejść znacznie poniżej -20°C. W środku wilgoć od oddechu i pary wodnej, która osiada na ściankach.

Dlatego w śpiworach lądują:

  • buty (żeby rano dało się je założyć),
  • butle gazowe i kartusze,
  • baterie, powerbanki, aparaty.

Nie z powodu przywiązania do sprzętu, a z prostej konieczności: na zewnątrz zamarzłyby na kość. Po kilku takich „nocach” nikt nie budzi się wypoczęty. Jest tylko trochę mniej wyczerpany niż byłby bez tej przerwy.

Surowa codzienność w namiocie wysokościowym, gdzie sprzęt wspinaczkowy, butle z tlenem i topienie śniegu na palniku stanowią o przetrwaniu. Źródło: rockclimbingrealms.com.

Rytuały i przesądy przed atakiem szczytowym

Im mniej masz kontroli nad warunkami, tym większą wagę przykładasz do drobiazgów. Dla kogoś z zewnątrz to może wyglądać jak przesąd: ta sama koszulka, ten sam kubek do herbaty, ta sama playlista. Wielu wspinaczy widzi w tym jednak sposób na zachowanie poczucia ciągłości.

Ktoś przed wyjściem na atak szczytowy zawsze:

  • zakłada te same skarpety,
  • zabiera do kieszeni zdjęcie bliskiej osoby,
  • zaczyna dzień od krótkiego rytuału: ulubiona herbata, kilka minut ciszy, notatka w dzienniku.

Te gesty nikogo nie ratują przed lawiną, ale uspokajają głowę. Z pewnością w świecie, w którym nie kontrolujesz pogody, śniegu ani decyzji innych zespołów na drodze, to ważniejsze niż się wydaje.

Co dzieje się z głową na wysokości?

O tym mówi się najmniej, a to właśnie klucz do przetrwania. Na dużej wysokości mózg działa jak telefon na kilku procentach baterii. Wszystko trwa dłużej: analiza sytuacji, przeliczenie dystansu, ocena ryzyka. Czasem pojawia się euforia, czasem kompletny dół.

Z tego też powodu całą strategię trzeba zaplanować jeszcze w bazie: ustalić zasady odwrotu, limity czasowe, sygnały ostrzegawcze. Wyżej nie ma miejsca na filozofię. Jest wykonywanie wcześniej przyjętego planu, nawet jeśli ego krzyczy: „Idź dalej”.

Sukces himalaisty to żadna magia, lecz efekt morderczego treningu, psychicznej dyscypliny, mądrej aklimatyzacji, specjalnej diety i polegania na najlepszym, zaawansowanym sprzęcie. Źródło: rmf24.pl/fakty.

Życie rodzinne i zawodowe himalaistów – cena pasji

Na zdjęciach z konferencji prasowych widzisz partnerów, żony, dzieci. Uśmiechy, gratulacje, kwiaty. Po powrocie z wypraw jest świętowanie, wywiady, chwila rozgłosu. A co dzieje się później?

Z perspektywy rodziny ta „pasja” wygląda inaczej. To miesiące samotności, niepewności, śledzenia krótkich komunikatów, które czasem brzmią jak szyfrogram: „Wyszliśmy do obozu drugiego, wszystko w porządku”.

Ze względu na charakter tej pasji, najbliżsi często żyją w dwóch równoległych światach:

  • oficjalnym, w którym „wspierają marzenia”,
  • i tym drugim, w którym boją się każdego sygnału w telefonie.

Z czego rezygnują himalaiści dla kolejnych wypraw?

Każda ekspedycja pociąga za sobą ofiary: rezygnację ze stabilności zawodowej, urlopów, czasu z dziećmi, a nierzadko również zdrowia. Kolejne projekty oznaczają miesiące nieobecności. Oczywiście, że nie zawsze wygląda to dramatycznie, ale bilans jest nieubłagany: jeśli wspinasz się w Himalajach czy Karakorum, nie ma cię na urodzinach, wywiadówce, rocznicy ślubu.

Poświęcenie ma jednak drugą stronę: często to najbliżsi rezygnują z pewnych rzeczy, bo większość środków pochłania wyprawa. Nowy samochód? Remont mieszkania? Może kiedyś. Na razie jest kolejny sezon w górach.

„Himalajskie wdowy” i dzieci, które czekają

Nie wszyscy wracają. O tych, którzy zostają w górach, mówi się sporo. O tych, którzy zostają w domach – dużo mniej. Tymczasem życie partnerów i dzieci po śmierci himalaisty to długie lata mierzenia się z żałobą, złością, poczuciem opuszczenia.

Tu nie ma prostych odpowiedzi. Dla jednych zmarły był bohaterem. Dla innych – kimś, kto wybrał góry zamiast nich. Niewątpliwie to jedna z najbardziej bolesnych konsekwencji tej pasji, o której mało kto chce głośno mówić.

Lawiny to jedno z najgroźniejszych zagrożeń w Himalajach, a zmiany klimatu sprawiają, że ich częstotliwość i charakter stają się coraz bardziej nieprzewidywalne. Źródło: globalscience.it.

Ciemna strona życia himalaistów

Media lubią scenariusz: bohater – tragedia – pomnik. Ale pomiędzy jednym a drugim jest coś jeszcze: lata zmagania się z konsekwencjami psychicznie i fizycznie.

Strach, trauma, uzależnienie od adrenaliny

Strach to stały towarzysz. Różnica polega sposobie jego oswajania. Jedni traktują go jak sygnał ostrzegawczy, inni uczą się ignorować. Po kolejnych wyprawach dochodzą:

  • wspomnienia wypadków,
  • obraz partnera, który nie wrócił do namiotu,
  • poczucie winy („mogłem zawrócić”, „mogłem go zatrzymać”).

Te obrazy nie znikną po jednej rozmowie. Czasem przeradza się w bezsenność, ataki lęku, ucieczkę z życia „na dole”, szukanie ulgi w używkach. Dla części osób góry stają się czymś więcej niż pasją – stają się uzależnieniem. Trudno potem żyć zwyczajnie, jeśli twoją normą było codzienne balansowanie na granicy.

Ciało po wyprawach – kontuzje, amputacje, dług zdrowotny

Odmrożenia, uszkodzone stawy, problemy z płucami, kręgosłupem – to nieodłączny element tej gry. Jedni wracają z amputowanymi palcami, inni z przewlekłym bólem kolan, a jeszcze inni z serią blizn po operacjach.

Mało kto zastanawia się nad tym, jak będzie wchodził po schodach za dwadzieścia lat, skoro teraz w pełni sił biega w rakach po lodowcu. Lecz ciało pamięta. Po latach może się okazać, że cena podjętych kiedyś decyzji jest znacznie wyższa, niż ktokolwiek się spodziewał.

Wanda Rutkiewicz, symbol polskiego himalaizmu, przeszła do historii jako pierwsza Europejka na Mount Evereście i pierwsza kobieta, która zdobyła szczyt K2. Źródło: skitourowezakopane.pl.

Jak zostać himalaistą: realna droga od Tatr do Himalajów

Skoro o tym czytasz, możliwe, że gdzieś w głowie krąży pytanie: „A gdybym ja…?”. Teoretycznie każdy może kupić miejsce w komercyjnej wyprawie. W praktyce, jeśli myślisz o poważnym himalaizmie, droga jest długa i mało efektowna.

Pierwsze kroki – od trekkingu do wspinaczki

Proces zaczyna się na znacznie niższych wysokościach:

  • regularne wyjścia w Tatry, Alpy, inne pasma,
  • kursy turystyki zimowej, lawinowe, wspinaczkowe,
  • budowanie doświadczenia w sposób systematyczny.

Nie ma drogi na skróty. Zamiast pytać „jak wejść na ośmiotysięcznik?” warto skoncentrować się na pytaniu „jak zdobyć solidne doświadczenie w trudnym terenie?”. To zajmuje lata, nie miesiące.

Trening i przygotowanie mentalne

Współczesny himalaista swoją formę buduje jak sportowiec wytrzymałościowy: bieganie, siłownia, rower, treningi na wysokości, powtarzające się wyjazdy w góry. Ale równie ważna jest głowa.

Stąd też niezbędni stają się psycholog sportu oraz praca nad wzmocnieniem psychicznym, z lękiem i presją. To właśnie przygotowanie mentalne pozwala podjąć decyzję o odwrocie, kiedy wszystko krzyczy „idź wyżej”. Właśnie dlatego doświadczeni wspinacze powtarzają, że szczyt jest tylko połową drogi.

Ile kosztuje wyprawa w Himalaje i z czego żyją himalaiści?

Tu kończą się romantyczne opowieści, a zaczyna arkusz kalkulacyjny. Sprzęt, przeloty, pozwolenia, logistyka, ubezpieczenia, agencje – wszystko to dziesiątki, a czasem setki tysięcy złotych. Jeśli nie masz dużych sponsorów, regularne wyprawy pozostają w sferze marzeń.

W rezultacie, głównym źródłem utrzymania staje się cały wachlarz działań:

  • praca „na etat” albo własna firma,
  • działalność przewodnicka i instruktorska,
  • prelekcje dla firm, książki, współprace z markami outdoorowymi.

O finansowaniu można by długo pisać, ale jedno jest pewne: mało kto żyje wyłącznie z samego himalaizmu sportowego. Częściej to skomplikowana układanka, którą trzeba układać od nowa przed każdą wyprawą.

Himalaizm nie jest dla wszystkich, dlatego wymaga on lat rygorystycznych przygotowań, dyscypliny i rezygnacji ze zwykłego życia. Źródło: britannica.com.

Sekrety zarabiania i życia po karierze

Kiedy gaśnie zainteresowanie mediów, zostaje zwykłe życie. Dla części himalaistów właśnie wtedy zaczyna się najtrudniejszy etap.

Sponsoring, prelekcje, media

Jeśli ktoś zdobył kilka głośnych szczytów, przez pewien czas może żyć z prelekcji, książek, udziału w projektach medialnych. Taki tryb bywa atrakcyjny i daje poczucie, że „to wszystko miało sens”.

Jednak rynek jest ograniczony. Świeże historie wypierają stare, a kolejne wyprawy innych wspinaczy przyciągają uwagę widzów. Trzeba szukać nowej roli: trenera, mentora, autora, eksperta od ryzyka i odporności psychicznej w biznesie.

Nowa tożsamość po zejściu z ośmiotysięczników

Bez wątpienia największym wyzwaniem bywa nie dyspozycja fizyczna, lecz poczucie tożsamości. Jeśli przez kilkanaście lat definiowałeś się jako himalaista, to kim jesteś, gdy przestajesz jeździć w góry?

W tym miejscu kończy się mit, a zaczyna normalna praca nad sobą: zaakceptowanie tego, że pewne rzeczy są już za tobą, że teraz trzeba budować siebie w innych rolach. Życie wspinaczy po zakończeniu kariery to zatem zupełnie inna historia niż ta, którą znamy z relacji z wypraw.

Włoska legenda, Simone Moro – mistrz zimowych wejść – równie biegle co po lodzie porusza się w powietrzu, służąc w Nepalu jako pilot ratunkowy. Źródło: planetmountain.com.

FAQ – najczęstsze pytania o życie himalaistów

Czy życie himalaisty jest bezpieczne?

Nie. Oczywiście można minimalizować ryzyko: dobrym przygotowaniem, rozsądną taktyką, wyborem sezonu i drogi, ale zawsze istnieje margines, którego nie kontrolujesz. Lawiny, załamanie pogody, błędy innych zespołów – to wszystko element gry.

Dlaczego himalaiści wracają w góry mimo tragedii?

Powody są różne: pasja, poczucie niedokończonej historii, potrzeba sprawdzenia siebie, a czasem właśnie uzależnienie od intensywności, którą daje wyprawa. Nie ma tu jednego schematu. Dla jednych tragedia jest końcem, dla innych – bolesną częścią drogi.

Czy można łączyć życie rodzinne z himalaizmem?

Można, ale to wymaga ogromnej szczerości i pracy po obu stronach. Himalaista musi zaakceptować, że w domu są granice, a rodzina ma swoje potrzeby. Rodzina musi zrozumieć, że całkowite „odcięcie gór” nie zawsze jest możliwe. Z pewnością warto o tym rozmawiać zanim pojawią się dzieci, kredyt i kolejne ryzykowne projekty.

Jak zostać himalaistą i od czego zacząć?

Od małych kroków: regularne wyjścia w góry, kursy, nauka od bardziej doświadczonych. Potem trudniejsze drogi, wyjazdy w Alpy, długie zimowe wyprawy. Dopiero z takiego fundamentu rodzą się realne szanse na poważny himalaizm.

Z czego żyją himalaiści na co dzień?

Finansowo działają wielotorowo, łącząc pracę zawodową z działalnością górską, projektami edukacyjnymi, mediami, pisaniem książek oraz współpracę z markami. Bez wątpienia sam sportowy himalaizm rzadko stanowi stabilne źródło dochodu.

Niebezpieczeństwo jest wpisane w rachubę i staje się cichym towarzyszem każdego dnia spędzonego w górach wysokich. Zdjęcie: Daniel Born.

Zakończenie: życie himalaistów poza kadrem

Jeżeli dotychczas postrzegałeś himalaizm jako niekończącą się przygodę, mam nadzieję, że ten tekst pozwolił ci zobaczyć pełniejszy, bardziej realistyczny obraz.

Owszem, w górach jest miejsce na czysty zachwyt, wielką przyjaźń i ogromną satysfakcję. Tyle że ten świat niesie ze sobą także długie, frustrujące czekanie, samotność, żałobę i lęk. A do tego ciężar decyzji, z którym wspinacze żyją latami.

Gdy przyglądamy się dziedzictwu Jerzego Kukuczki, Krzysztofa Wielickiego czy Wojtka Kurtyki, widzimy, że ich osiągnięcia nie były jedynie efektem siły fizycznej i determinacji. Świadczą też o codziennej walce z logistyką, finansami, a przede wszystkim – z własną psychiką i oczekiwaniami najbliższych. Oni najlepiej wiedzieli, jak wysoką cenę płaci się za przekraczanie własnych, a często również lodowych granic.

Jeśli szukasz w górach prawdziwej inspiracji, warto zobaczyć całość tej drogi, a nie tylko finałowe zdjęcie na szczycie. Niewątpliwie to właśnie w tej mniej efektownej, kulisowej części kryją się najgłębsze i najbardziej prawdziwe sekrety himalaizmu.

Źródła: [1], [2], [3], [4], [5]

[ DODAJ_KOMENTARZ ]

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *