Prawdziwa pasja zaczyna się tam, gdzie kończą się zakupy, a liczy się tylko kolejny ruch na skale.
/ MENTAL

Jak zacząć się wspinać? Dobry sprzęt to nie wszystko

// 8 MIN_

Zacząłem jakieś 14 lat temu w Londynie.

Za moją decyzją stoi zupełnie zwyczajna historia. Omijałem w dzieciństwie ścianki wspinaczkowe, rzadko myślałem o Alpach czy Tatrach, a nazwiska z okładek magazynów były mi kompletnie obce. Daleki byłem też od planowania, że to właśnie wokół liny ułoży się kiedyś całe moje życie

Po prostu w pewnym momencie poczułem, że muszę coś zmienić.

Mieszkałem wtedy w Anglii. Praca, dom, weekendowe wyjścia na miasto, narastające zmęczenie i poczucie, że wszystko kręci się w kółko. Ot, normalna codzienność. Wielu ludzi tak żyje i latami nie widzi w tym nic złego. Ja też wtedy uważałem, że tak po prostu wygląda życie.

Z czasem jednak ten rytm zaczął mnie autentycznie wykończać. Traciłem energię, oddalałem się od żony. Pojawiła się we mnie potrzeba znalezienia czegoś, co wyrwie mnie z rutyny i zmusi do wysiłku nie tylko ciało, ale też głowę.

Wspinaczka dla początkujących – dlaczego akurat to?

Wybór padł na wspinanie zupełnie przypadkowo. Nie stała za tym żadna wielka fascynacja ani oglądanie filmów o zdobywcach ośmiotysięczników. Nie miałem pojęcia, czym różni się bouldering od klasycznej liny, a lokalne rejony skałkowe były dla mnie czarną magią. Po prostu kupiłem pierwszą wejściówkę na najbliższą ściankę, żeby sprawdzić, czy to sport dla mnie. Decyzja była krótka i szybka.

Impuls do zmian często przychodzi z prostej potrzeby złapania dystansu i wyrwania się z miejskiej codzienności.
Zdjęcie: Patrick Hendry

Wspinaczka – od czego zacząć, żeby poczuć czystą zajawkę?

Pierwsze kroki na ściance wyglądały dość mizernie. Ręce odmawiały mi posłuszeństwa już po paru minutach, buty potwornie gniotły w palce, a najprostsze ruchy sprawiały realny problem. Największym zaskoczeniem było jednak to, że droga wyglądająca z dołu na banalną, nagle „zrzucała mnie” już po dwóch metrach. 

Człowiekowi wydaje się, że ma jakąś krzepę, a potem pionowa ściana błyskawicznie weryfikuje te wyobrażenia.

I właśnie ta twarda lekcja miała w sobie najwięcej uroku.

Wtedy nikt nie myślał o pozowaniu do zdjęć. Mało kogo obchodziło, kto jaką nosi kurtkę, ile dał za buty czy jak wygląda na tle kolorowych chwytów. Liczyło się tylko samo wspinanie, świetna zabawa i to, żeby po prostu sprawdzić, na co cię stać.

Z czasem ten świat wciągnął mnie na dobre. Zacząłem jeździć w prawdziwe skały, poznałem fajnych ludzi i spędziłem mnóstwo wieczorów na rozmowach przy ognisku. Właśnie tam dotarło do mnie, że w tym sporcie siła to zaledwie ułamek sukcesu. O wiele ważniejsze okazują się cierpliwość oraz dobra technika. Kluczem jest opanowanie własnego strachu i umiejętność przyjmowania porażek bez robienia z nich życiowego dramatu.

Była w tym ujmująca prostota. Pakujesz plecak, jedziesz w skały, wiążesz się liną lub rozstawiasz crashpady i po prostu próbujesz. Czasem droga puści, czasem nie. Wracasz do domu zmęczony i poobijany, ale z takim spokojem w głowie, jakiego trudno szukać gdziekolwiek indziej.

Pierwsze kroki w pionie mogą wyglądać dość nieporadnie, ale ta twarda szkoła uczy uporu i daje posmak prawdziwej przygody. Zdjęcie: roya ann miller

Góry to nie wybieg mody

Mam wrażenie, że dzisiaj w świecie outdooru bardziej liczy się wygląd niż to, co faktycznie robisz. Góry i cała ta otoczka zaczynają przypominać rewię mody. Chodzi o perfekcyjne zdjęcia, najnowsze kolekcje ubrań, limitowane kolory czy buty stworzone pod jeden, konkretny rodzaj skały. Kupujemy kurtki z kosmiczną technologią na ekstremalne warunki, których większość z nas nigdy nie zobaczy na oczy. Do tego dochodzą plecaki, które częściej wiszą w szafie jako symbol marzeń o przygodzie, niż faktycznie lądują w terenie.

Żebyśmy się dobrze zrozumieli: nie mam nic do dobrych marek. Sam bardzo cenię porządną jakość. Solidna membrana potrafi uratować tyłek podczas załamania pogody, a dopasowane obuwie ułatwia wejście na trudniejsze drogi. Przemyślany szpej, niezawodna czołówka i dobrze wyposażona apteczka to po prostu podstawa bezpieczeństwa.

Problem zaczyna się wtedy, gdy drogi ekwipunek przestaje być zwykłym narzędziem, a służy głównie do tego, żeby się pokazać.

Dzieje się tak, gdy ktoś bardziej przejmuje się swoim wyglądem na zdjęciach niż realną oceną ryzyka w skałach. Kiedy logo na kurtce znaczy więcej niż umiejętność bezpiecznego odwrotu, gdy robi się niebezpiecznie. I kiedy cały wyjazd kręci się wokół robienia fotek pod lajki, a nie samej przygody.

Nie mówię tego jak facet, który pozjadał wszystkie rozumy i ocenia innych z góry. Sam nie raz dałem się złapać na magię nowości i marketingowe obietnice, że kolejny gadżet przybliży mnie do życia, jakie oglądam na Instagramie.

Tyle że to ślepa uliczka. Możesz mieć na sobie najdroższy sprzęt, a i tak nie wiedzieć, jak czytać rzeźbę skały i wiązać ósemkę. Możesz nosić plecak ekspedycyjny i kompletnie ignorować to, że pogoda właśnie mówi „stop”. Góry potrafią to bezlitośnie zweryfikować. Ściana również.

Ekwipunek ma być sprawny i bezpieczny – to narzędzie, a nie cel sam w sobie. Zdjęcie: Sylvain Mauroux

Co daje wspinaczka? Moda mija, pasja zostaje

Dla mnie wspinanie nigdy nie miało nic wspólnego z trendami. Moda z natury jest powierzchowna. Przychodzi, robi szum, przez chwilę wszyscy noszą te same ciuchy, a potem znika. Raz na fali jest alpinizm, raz gravel, innym razem morsowanie, biegi ultra czy luksusowy camping.

Nie ma w tym nic złego, dopóki za ładnym obrazkiem stoi autentyczna treść. Gorzej, gdy wizerunek staje się ważniejszy niż samo działanie. Kiedy ktoś bardzo chce kojarzyć się ze środowiskiem wspinaczkowym, ale unika trudnej i mało widowiskowej nauki.

A prawda jest taka, że ten sport bywa też bardzo monotonny.

Wspinanie to najczęściej zdarte do krwi palce, mokra lina, plecy zalane potem i droga, z której lecisz po raz piętnasty z rzędu. Czasem siedzisz pod skałą i patrzysz, jak ktoś inny przechodzi twój wymarzony projekt z lekkością, której tobie wciąż brakuje. To także powroty z kwitkiem, bez sukcesu, ładnego zdjęcia i historii, którą można zabłysnąć w towarzystwie.

A mimo to pakujesz auto na kolejny weekend. Prawdziwa pasja zaczyna się przecież tam, gdzie nie sięga obiektyw aparatu. Kiedy pogoda jest daleka od ideału, forma zostawia sporo do życzenia, a upragniona linia wciąż stawia opór. Wtedy liczy się sam proces: chęć zrozumienia ruchu, lepsze ustawienie stopy na mikroskopijnym stopniu, zaufanie człowiekowi na drugim końcu liny i zrobienie chociaż małego kroku naprzód.

Tego nie kupisz w żadnym sklepie.

Wspinanie to przede wszystkim bliska relacja z partnerem, zaufanie i wspólnie spędzony czas. Zdjęcie: Chaewool Kim

Sprzęt wspinaczkowy pomaga, ale najważniejsza jest pokora

Dobre obuwie czy odzież membranowa mają oczywiście ogromne znaczenie. W trudnym terenie brak zapasowej czołówki albo zignorowanie prognozy pogody potrafią szybko zamienić wyjazd w walkę o przetrwanie. Nasz ekwipunek musi być sprawny i bezpieczny – to podstawa.

Jednak żadna lina czy przyrząd asekuracyjny nie wykonają za nas najtrudniejszej pracy. Pokorę, lata doświadczenia i zdrowy rozsądek trzeba po prostu zdobyć w praktyce. Wszystkie te gadżety to tylko pomocne narzędzia, a prawdziwa zajawka zaczyna się tam, gdzie kończą się zakupy. Kiedy gromadzenie nowych rzeczy staje się ważniejsze od samego wyjścia w skały, góry zamieniają się w zwykłe tło do zdjęć.

A przecież na początku chodziło o coś zupełnie innego. O przestrzeń, maksymalne skupienie, zaufanie do partnera i wyciąganie wniosków z błędów. O chwile bezcenne, których próżno szukać w sklepowych ofertach czy reklamowych katalogach.

Dla mnie ten impuls przyszedł z prostej potrzeby przewietrzenia głowy i ruszenia się z miejsca. Zamiast kompletować koszyk w sklepie internetowym i planować wizerunek, chciałem po prostu poczuć, że żyję.

I dostałem to z nawiązką. Zyskałem przyjaciół, masę podróży i poznałem własne ograniczenia. Dlatego trochę mi szkoda, kiedy ta prosta, surowa pasja znika pod stertą drogich gadżetów.

Jak zacząć się wspinać? Na pewno nie od wizyty w sklepie i zakupu najdroższych butów czy markowej odzieży. Wszystko zaczyna się od jednej decyzji, pierwszego ruchu na ściance, przełamania lęku i gotowości, żeby po porażce spróbować jeszcze raz na tej samej drodze.

Wcale nie musisz wyglądać jak z okładki magazynu, żeby być wspinaczem. Wyjdź z domu i zacznij działać.

[ TAGS ]
#bouldering #góry #przygoda #trekking #wspinaczka

[ DODAJ_KOMENTARZ ]

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *