Biebrzański Park Narodowy solo: Decyzyjność na szlaku.

Samotnie w Biebrzańskim Parku Narodowym: Jak podejmować decyzje?

· 4 min czytania

Biebrzański Park Narodowy potrafi w kilka godzin rozebrać człowieka z przekonania, że nad wszystkim panuje. Wychodzisz na szlak, żeby przewietrzyć głowę, a zamiast tego natura przewietrza twoje wyobrażenia o sobie.

Biebrzański Park Narodowy i moment, w którym plan przestaje działać

Jesień, czerwony szlak Carskiej Drogi. Trasa bagnista, słabo oznakowana, miejscami dostępna tylko z licencjonowanym przewodnikiem, ale ja biebrzańskie okolice znam od dziecka. W głowie prosty plan: dwie–trzy godziny spokojnego marszu, muzyka w słuchawkach, kilka przemyśleń o pracy, firmie, rodzinie. Zwykły samotny wypad pod kontrolą.

Nocne opady zrobiły swoje. Fragmenty drogi zalała woda, ścieżki wyglądały inaczej niż na zdjęciach i w mojej pamięci. Skręciłem w boczną, ledwo widoczną odnogę, porośniętą krzakami i trawą. Szedłem jak automat, bardziej obecny w swoich myślach niż w terenie. Dopiero po chwili przyszło to delikatne, ale jednoznaczne wrażenie: coś tu nie gra.

Telefon rozładował się nagle. Koniec muzyki, koniec mapy, koniec kontaktu ze światem.

No pięknie.

Brzozowy las nad zieloną łąką w dolinie Biebrzy

Co się dzieje, gdy nagle nie ma kogo zapytać o drogę

W takiej chwili samotność przestaje być romantycznym obrazkiem z Instagrama, a zamienia się w lustro. Nagle widać, jak naprawdę reagujesz pod presją.

Najpierw pojawiła się wściekłość – szybka, impulsywna, podszyta wyrzutami: „po co tam skręcałeś?”, „czemu znów nie naładowałeś telefonu do pełna?”. W tym samym czasie wiatr się wzmógł, deszcz przeplatał się ze słońcem, jakby pogoda nie mogła się zdecydować. Kurtka przeciwdeszczowa dawała radę, ale buty bez Goretexu zaczęły powoli przemakać w błotnistym podłożu. Lekki trekking zmieniał się w chłodną lekcję pokory.

W pewnym momencie zobaczyłem dwa łosie brodzące w bagnie. Ogromne, spokojne, zupełnie niezainteresowane moją obecnością. Ręka aż sama szukała aparatu, ale nie było czym zrobić zdjęcia. Zostało tylko patrzenie. Ten widok działał jak wyrzut sumienia i pocieszenie jednocześnie – przyroda robi swoje, niezależnie od tego, czy człowiek ogarnia swój dzień, czy nie.

Z każdą minutą słabło poczucie bezpieczeństwa, a rosła czujność. Zacząłem wyłapywać każdy szelest i najmniejszy ruch wokół. Miałem wrażenie, że otoczenie patrzy mi na ręce – może wiatr poruszający trzcinami, może intuicja. W dolinie Biebrzy człowiek szybko przypomina sobie, że jest tylko gościem.

Zalany wodą las na bagnach Biebrzańskiego Parku Narodowego

Dlaczego mimo wszystko idziemy dalej

Kiedy przede mną została jedna wąska ścieżka, otoczona wysoką roślinnością i podmokłym terenem, nawet przez chwilę nie pomyślałem, żeby stanąć. Szedłem dalej, chociaż wiedziałem, że dawno zboczyłem z wyznaczonych szlaków turystycznych.

Psychologia takich zachowań jest dość prosta. Droga – nawet jeśli niewłaściwa – daje złudzenie kontroli. Ruch wydaje się lepszy niż przyznanie: „nie wiem, co teraz”. Mózg wybiera działanie, bo działanie uspokaja.

Złość po pewnym czasie opadła. Zostało konkretne zadanie: znaleźć wyjście. W głowie przestało już brzmieć „mogłeś tam nie iść”, a pojawiło się „masz sytuację, to ją ogarnij”. Tempo marszu wzrosło, serce biło szybciej, a gdzieś w tle kołatała myśl, że słońce zaraz schowa się na dobre, a czołówka została w domu.

Dopiero po wszystkim zrozumiałem, jak wiele taki marsz mówi o mnie. Gdy znikają mapy, zasięg i cudze rady, wraca najprostsza wersja człowieka: ktoś, kto decyduje i bierze za to odpowiedzialność. Nawet jeśli decyzja jest podjęta w mokrych butach i przy kiepskiej pogodzie.

Zachód słońca za drzewami nad mokradłami Biebrzy

Powrót na drogę i ta cicha satysfakcja

W końcu, już o zmierzchu, wyszedłem na główną trasę. Rozpoznałem odcinek Carskiej Drogi, wiedziałem, gdzie szukać parkingu. Po niespełna godzinie marszu byłem przy samochodzie – zmęczony, trochę zziębnięty, ale spokojniejszy niż o poranku.

Zgubiłem się w terenie, który znam od dziecka, w sercu Biebrzańskiego Parku Narodowego, a mimo to czułem wdzięczność. Nadrobiłem kilometry, straciłem zdjęcia i muzykę, za to odzyskałem coś ważniejszego: przekonanie, że nawet w chaosie jestem w stanie doprowadzić sprawy do końca.

Jeśli teraz stoisz na własnej „ścieżce w bok” – myślisz o zmianie pracy, założeniu firmy, wyjściu z trudnej sytuacji – być może czujesz podobny chłód i niepewność. To normalne. Nie trzeba widzieć całej mapy, żeby ruszyć. Wystarczy pierwszy krok i gotowość, że po drodze coś się zawali, a ty i tak spróbujesz dalej.

Tego właśnie nauczyła mnie ta jesienna samotna wędrówka. Biebrzański Park Narodowy był tylko sceną. Najważniejsze rzeczy działy się w środku. I mam wrażenie, że u ciebie może być podobnie.

Zdjęcie autora: Piotr

// AUTOR_TEKSTU

Piotr

Autor bloga Zdobywaj Szczyty, doświadczony copywriter, pasjonat gór, outdooru oraz wspinaczki. Na swoim blogu dzieli się praktycznymi poradami i inspiracjami, które pomagają lepiej przygotować się do górskich wypraw, rozwijać pasję do aktywności na świeżym powietrzu oraz czerpać motywację do pokonywania własnych granic.

Wszystkie teksty autora

// ROZMOWA // BĄDŹ_PIERWSZY

Twoja kolej_

Masz inne zdanie, pytanie albo własną historię z gór? Napisz kilka zdań, chętnie przeczytamy.

Nie wiesz, jak zacząć? Kliknij:

Twój e-mail nie będzie widoczny. Szczegóły w polityce prywatności.