
Alpinus – co to za firma? Historia polskiej marki, jej upadki i powrót na szczyt
Alpinus – co to za firma? W ciągu trzydziestu lat zdążyła zbankrutować dwukrotnie. Zniknęła ze sklepowych półek na blisko dekadę. Mimo to wciąż budzi sentyment u ludzi, którzy nigdy nie widzieli jej pierwszego logo.
To pytanie zadaje sobie coraz więcej osób. Szukając nowej kurtki czy plecaka, trafiają na tę nazwę i nie do końca wiedzą, z czym mają do czynienia. Odpowiedź jest ciekawsza niż większość historii polskich marek sportowych. Alpinus przeszedł drogę, jakiej nie powstydziłby się niejeden serial biznesowy.
W skrócie: Alpinus to polska marka odzieży i sprzętu outdoorowego założona w 1990 roku przez himalaistów Artura Hajzera, Janusza Majera i Ryszarda Wareckiego. Firma dwukrotnie bankrutowała (2004 i 2012). Od 2020 roku działa pod nowym właścicielem – spółką Alpinus Group z Miszewka pod Gdynią – oferując odzież i sprzęt turystyczny w trzech liniach cenowo-jakościowych.
Narodziny marki, które zaczęły się od projektu bez pieniędzy
Historię marki Alpinus trzeba zacząć od 1989 roku. Wtedy Artur Hajzer – himalaista znany z przydomka „Słoń” – wpadł na pomysł zdobycia wszystkich czternastu ośmiotysięczników w ciągu jednego roku. Projekt był szalony pod względem logistycznym i finansowym. Dlatego Hajzer wraz z Januszem Majerem ruszyli szukać sponsora na targi ISPO w Monachium. Pieniędzy nie znaleźli. Za to nawiązali kontakt z Albrechtem von Dewitzem, twórcą niemieckiego Vaude, które od lat produkowało sprzęt górski najwyższej klasy.
Ze współpracy z Vaude narodziła się firma ADD – jedna z pierwszych poważnych szwalni sprzętu outdoorowego w Polsce. Doświadczenie zdobyte przy produkcji dla Niemców zaowocowało własną marką. W 1990 roku (formalnie spółkę zarejestrowano w 1993) powstał Alpinus. Do zespołu założycieli dołączył jeszcze Ryszard Warecki. Logo – różowy trójkąt, czasem z hasłem „Piąta strona świata” – zaprojektował Wojciech Liebner. Słynne hasło „Czy plus czy minus, zawsze Alpinus” wymyślił z kolei Marian Oslislo, późniejszy rektor Akademii Sztuk Pięknych w Katowicach.

Złota era: kiedy Alpinus dyktował trendy w polskim outdoorze
Przez kolejną dekadę Alpinus rósł w siłę. Oferował coś, czego brakowało na polskim rynku – sprzęt projektowany przez ludzi, którzy realnie testowali go w Himalajach, a nie tylko przy biurku. Marka jako jedyna w Polsce zdobyła licencję na używanie membrany Gore-Tex. To dawało jej ogromną przewagę technologiczną nad konkurencją. Kurtki przeciwdeszczowe z tym materiałem stały się wizytówką firmy. Do dziś można je czasem spotkać na ulicach.
Alpinus wprowadził też na polski rynek sandały górskie. Zrobił to w czasach, gdy turyści byli przekonani, że w góry chodzi się wyłącznie w ciężkich traperkach. Firma rozwijała równolegle linię namiotów, tworzoną we współpracy z Vaude oraz ponad dwadzieścia modeli śpiworów. Do tego doszedł autorski system warstwowego ubioru narciarskiego Alpinus Ski System. Sprzęt marki brał udział w wyprawach himalajskich i alpejskich. To budowało wiarygodność trudną do podrobienia marketingiem.
Właśnie ze względu na tę autentyczność Alpinus stał się w latach 90. synonimem polskiego outdooru. Podobnie jak Optimus był synonimem polskiego komputera domowego.
Pierwszy upadek: marka jako zabezpieczenie kredytu
Sukces miał jednak swoją cenę. W 2001 roku banki zaostrzyły politykę kredytową wobec firm z branży odzieżowej. Plan naprawczy ADD się nie powiódł. Problem polegał na tym, że spółka wzięła kredyt, zastawiając pod niego sam znak towarowy Alpinus. Z perspektywy czasu ta decyzja wygląda na fatalny błąd strategiczny. Firma nie poradziła sobie ze spłatą zobowiązań. W pierwszym kwartale 2004 roku ADD ogłosiła upadłość, a prawa do marki przejął Bank Współpracy Europejskiej.
Niewątpliwie był to cios, którego twórcy Alpinusa się nie spodziewali. Nagle stracili coś, nad czym pracowali przez kilkanaście lat, wkładając w to całe swoje serce i każdą godzinę spędzoną w górach.

Drugie życie i drugi upadek: Euromark
Jeszcze w 2004 roku bank sprzedał znak spółce Euromark Polska. To firma, która była wcześniej konkurentem Alpinusa i właścicielem marki Campus. Euromark kontynuował produkcję pod szyldem Alpinus. Dystrybuował sprzęt do ponad trzystu sklepów w kraju oraz eksportował go między innymi do Turcji, Rosji i na Ukrainę. W 2006 roku spółka weszła nawet na warszawską giełdę, co sugerowało stabilizację.
To wrażenie okazało się jednak złudne. Ze względu na problemy z terminową spłatą kredytów i brak porozumienia z bankami finansującymi działalność, Euromark Polska złożyła w 2012 roku wniosek o upadłość. Znak towarowy Alpinus po raz drugi wrócił do banku – tym razem do gdańskiego Meritum Bank. Przez kolejne lata czekał na nowego właściciela, przechodząc przez kolejne nieudane licytacje.
Przede wszystkim warto zauważyć jedno. Oba bankructwa miały wspólny mianownik: to nie jakość produktów zawiodła klientów, lecz decyzje finansowe kolejnych właścicieli marki.
Trzecie życie: reaktywacja spod młotka komornika
Historia mogłaby się na tym skończyć, gdyby nie Marcin Mocarski. To przedsiębiorca spod Kartuz, prowadzący od 1991 roku firmę Marba Sport, znaną ze współpracy z markami takimi jak 4F, adidas czy Nike. Mocarski od dawna obserwował losy znaku Alpinus. W 2019 roku, po kolejnej nieudanej licytacji komorniczej, kupił prawa do marki od Meritum Banku sprzedażą z wolnej ręki.
Zamiast łączyć nowy projekt z bieżącą działalnością Marba Sport, powołano odrębną spółkę – Alpinus Group – z siedzibą w Miszewku pod Gdynią, na Kaszubach. Marka wystartowała ostrożnie, bez wielkiej kampanii reklamowej, w listopadzie 2020 roku. Jak przyznał sam Mocarski w rozmowie dla portalu 4outdoor, celem było zaoferowanie klientom „komfortu w przystępnej cenie”. Chodziło o złoty środek między najtańszym sprzętem sieciowym a drogimi, wysokospecjalistycznymi produktami.
Polski montaż, włoski fach i daleki wschód
Dzisiejszy Alpinus buduje ofertę wokół trzech głównych linii: Pro, Tactical i Active. Pro to produkty wysokiej jakości, w dużej mierze szyte w Polsce. Tactical stanowi złoty środek cenowo-jakościowy. Active adresowany jest do mniej zaawansowanych entuzjastów aktywności na świeżym powietrzu. Obok nich funkcjonuje jeszcze bardziej modowa linia City, dostępna głównie u wybranych partnerów handlowych.
Odzież powstaje częściowo w trzech polskich fabrykach – cała kolekcja bielizny termoaktywnej w stu procentach w kraju. Buty produkowane są za to we włoskim zagłębiu obuwniczym Montebelluna, a sprzęt taki jak plecaki, kijki czy śpiwory w większości na Dalekim Wschodzie. Firma sprzedaje głównie bezpośrednio przez własną stronę alpinus.eu, unikając klasycznej struktury hurt-detal. Ma też jednak sklep stacjonarny w Miszewku i planuje otwieranie kolejnych salonów w większych miastach.
Modelowym klientem nowego Alpinusa jest, według deklaracji zarządu, osoba w wieku 35+. Odkrywa na nowo swoje pasje outdoorowe i szuka sprzętu solidnego, ale bez szalonych kolorów czy przesadnie eksponowanych logotypów. Marka stawia też na aspekt środowiskowy. Wspiera akcję „Czyste Tatry” i testuje materiały z recyklingu, na przykład tkaniny z przetworzonych butelek PET. W 2021 roku firma przypomniała klientom o swoich korzeniach. Wróciła z odświeżoną wersją kultowego plecaka Woodpecker, pamiętanego jeszcze z lat 90.

Czy dzisiejszy Alpinus wciąż trzyma poziom?
To pytanie zadaje sobie każdy, kto pamięta starą markę i zastanawia się, czy warto zaufać nowej. Odpowiedź nie jest jednoznaczna. Można ją jednak zbudować z kilku konkretnych faktów.
Po pierwsze, dzisiejszy Alpinus to formalnie zupełnie inny podmiot niż ten z lat 90. Nowi właściciele, zmieniona struktura, nowe fabryki. Po drugie, sam prezes Alpinus Group przyznaje, że obecny zespół świadomie analizował błędy poprzedników, żeby ich nie powtórzyć. Kładzie nacisk na jakość produktu i sensowny model biznesowy zamiast szybkiego skalowania.
Mogę do tego dodać własne doświadczenie. Miałem zimową kurtkę Alpinus jeszcze sprzed reaktywacji i nosiłem ją regularnie przez osiem lat. Po pewnym czasie zaczęła zalegać u mnie w szafie, więc oddałem ją teściowi. Do dziś jej używa, praktycznie bez śladu zużycia, wciąż w pełni funkcjonalną. To nie odosobniony przypadek. W komentarzach pod wywiadami z twórcami reaktywowanej marki regularnie pojawiają się historie ludzi noszących polary czy plecaki Alpinusa sprzed dwudziestu, a nawet trzydziestu lat. Podkreślają, że sprzęt wytrzymał próbę czasu równie dobrze jak kiedyś legendarny serwis posprzedażowy firmy.
Istotnie, trudno jednoznacznie ocenić, czy dzisiejsza linia Pro dorównuje jakością dawnym produktom szytym w Polsce z materiałów Gore-Tex. To wymagałoby osobnego testu. Można natomiast powiedzieć, że marka wraca do rynku z realnym doświadczeniem biznesowym za sobą. Deklaruje, że jakość ma być priorytetem, a nie tylko marketingowym hasłem.
Czego uczy nas historia Alpinusa
Poza samą opowieścią o wzlotach i upadkach, ta historia stanowi gotową lekcję biznesową. Przyda się każdemu, kto buduje własną firmę czy markę osobistą – łącznie ze mną, prowadzącym tego bloga.
Sentyment klientów potrafi przetrwać niejedno bankructwo. Alpinus bankrutował dwukrotnie jako spółka, ale sama nazwa i rozpoznawalność wyszły z tego cało. To właśnie dlatego znalazł się nabywca gotowy zapłacić za znak towarowy na licytacji komorniczej. Rozpoznawalność ma realną wartość rynkową, nawet gdy firma stojąca za nią już nie istnieje.
Nigdy nie zastawiaj najcenniejszego aktywa pod krótkoterminowe zobowiązanie. Decyzja o zabezpieczeniu kredytu samym znakiem towarowym kosztowała założycieli Alpinusa kontrolę nad marką, którą budowali od podstaw. To ostrzeżenie aktualne dla każdego przedsiębiorcy, niezależnie od branży.
Dziedzictwo to zarówno atut, jak i obciążenie. Nowy Alpinus musi mierzyć się z oczekiwaniami klientów pamiętających jakość sprzed dwudziestu lat. Widać to choćby w komentarzach pod wywiadami z zarządem firmy. Reaktywowanie marki z historią oznacza pracę na kredyt zaufania, który trzeba stale spłacać jakością.
Konsekwentna nisza bywa silniejsza niż szeroka oferta. Sukces pierwszego Alpinusa wziął się z tego, że firma robiła jedną rzecz – sprzęt górski najwyższej klasy. I robiła ją lepiej niż ktokolwiek inny w Polsce. To model, który sprawdza się też poza branżą outdoorową.

Najczęstsze pytania o markę Alpinus
Czy Alpinus to nadal polska firma? Tak, spółka Alpinus Group ma siedzibę w Miszewku pod Gdynią. Część kolekcji – zwłaszcza bielizna termoaktywna i linia Pro – jest szyta w polskich fabrykach. Buty produkowane są we Włoszech, a część sprzętu turystycznego w Azji.
Czy dzisiejszy Alpinus to ta sama firma co w latach 90.? Nie, formalnie to zupełnie inny podmiot. Obecny właściciel znaku towarowego – Marcin Mocarski i spółka Alpinus Group – kupił prawa do marki na drodze sprzedaży komorniczej w 2019 roku. Stało się to po tym, jak poprzedni właściciele dwukrotnie doprowadzili firmę do bankructwa.
Gdzie można kupić produkty Alpinus? Głównym kanałem sprzedaży jest oficjalny sklep na alpinus.eu, gdzie firma sprzedaje bez pośredników. Produkty dostępne są też u wybranych partnerów handlowych oraz w sklepie stacjonarnym w Miszewku k. Gdyni.
Czy warto kupić sprzęt Alpinus? Zależy od oczekiwań. Marka pozycjonuje się jako złoty środek między najtańszym sprzętem sieciowym a drogimi produktami wysokospecjalistycznymi. Oferuje – jak deklaruje zarząd – komfort w przystępnej cenie. Osoby pamiętające dawną jakość Alpinusa mogą podchodzić do nowej oferty z rezerwą. Sygnały z rynku, w tym rosnąca sprzedaż droższych modeli, sugerują jednak, że zaufanie do marki systematycznie wraca.
Podsumowanie
Alpinus to dowód na to, że dobrze zbudowany brand potrafi przetrwać nawet najgorsze decyzje biznesowe swoich kolejnych właścicieli. Firma bankrutowała, znikała i traciła logo na rzecz banków. Nazwa – i sentyment, jaki za nią stoi – okazały się jednak silniejsze niż niejeden zarząd. Czy trzecie podejście będzie tym ostatecznym? Tego nie wie jeszcze nikt, łącznie z samym Marcinem Mocarskim. Pewne jest jedno: mało który rodzimy projekt ma za sobą tak burzliwą historię i wciąż stoi na nogach.
Jeśli interesuje cię, jak inne marki outdoorowe budowały swoją pozycję na rynku – tym razem od zera, bez bankructw po drodze – sprawdź nasz tekst o modelu biznesowym On Running. Przekonaj się, jak Szwajcarzy stworzyli nową definicję luksusu w butach do biegania.

